Po urodzeniu drugiej córki miałam wszystko, czego trzeba. Odpowiednie urządzenie. Fizjoterapeutkę, która dokładnie powiedziała mi, co robić po porodzie. Aplikację w telefonie, która przypominała mi każdego ranka o 8:00. A w trzecim tygodniu urządzenie leżało w szufladzie, obok wszystkich innych drogich zakupów, które porzuciłam. Czułam się jak porażka. Byłam 36-letnią kobietą z dwójką zdrowych dzieci i dostępem do najlepszej opieki, a mimo to nie potrafiłam zmusić się do dziesięciominutowej rutyny.
W ciągu kolejnych dwóch lat – rozmawiając z fizjoterapeutami, ginekologami i setkami kobiet po czterdziestce i pięćdziesiątce – dowiedziałam się, że to nie ja byłam problemem. Protokoły działają. Urządzenia działają. Naukowe podstawy wzmacniania mięśni dna miednicy są znane od dziesięcioleci. To, o czym nikt nie mówi, to jedyna zmienna, która naprawdę decyduje o wyniku: czy dokończysz to, co zaczęłaś. Tradycyjne programy ćwiczeń mięśni Kegla mają wskaźnik wytrwałości na poziomie 10–15%. Wielkim sekretem tej kategorii jest to, że prawie nikt ich nie kończy.
Senza opiera się całkowicie na tej jednej zmiennej i tylko na niej. Każda decyzja projektowa – cisza poniżej 40 decybeli, cztery tryby pracy, połączenie przyjemnych odczuć z samym treningiem – ma jeden cel: kobieta, która ją kupuje, otwiera pudełko szóstego dnia. Dwudziestego dnia. Sześćdziesiątego dnia. Jeśli kiedykolwiek byłaś rozczarowana, doskonale rozumiem, jak to jest. To jest produkt, którego sama potrzebowałam i którego nigdzie nie mogłam znaleźć. Stworzyłam go dla nas wszystkich.